Ochrona środowiska to zysk

Właściwym kierunkiem jest ograniczanie ilości składowanych śmieci. Stąd plany gospodarki odpadami, regionalne instalacje do przetwarzania odpadów, kompostownie. Jeśli chcemy się cieszyć naturalnym środowiskiem, powinniśmy składować jak najmniej odpadów – mówi Ryszard Mićko, członek Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego.

„Zrównoważony rozwój” – czy to tylko modne hasło, czy w Polsce rzeczywiście realizujemy tę ideę?

Rewolucja przemysłowa w XIX w. i rozwój gospodarczy, który nastąpił w XX w., spowodowały ogromną ingerencję człowieka w środowisko. Ludzkość zaczęła je eksploatować w sposób rabunkowy. Dopiero pod koniec ubiegłego stulecia przyszło opamiętanie i refleksja, że ze środowiska powinniśmy korzystać w sposób umiarkowany oraz postępować tak, żeby pozostawić je następnym pokoleniom przynajmniej w stanie nie gorszym niż ten, jaki zastaliśmy. Dlatego konieczne jest ustalenie pewnych norm postępowania i konsekwentne ich wdrażanie.

Myślę, że momentem, który nas zmusił do zmiany nastawienia, było wejście Polski do Unii Europejskiej. Samorządy dobrze się spisały, wykorzystując pomoc finansową, jaką uzyskaliśmy jeszcze w ramach programów przedakcesyjnych i potem, już znacznie większą, po akcesji. W ochronę środowiska wreszcie inwestujemy. Prawo, które zaczęliśmy stanowić, nie pozwala na nieograniczone korzystanie z zasobów naturalnych. Zmuszało to inwestorów i rodzime przedsiębiorstwa do innego spojrzenia na nasze wspólne dobro. W ostatnich latach zrobiliśmy duży postęp w zakresie ochrony środowiska. To cieszy.

Wciąż mamy do dyspozycji wsparcie na ten cel z Funduszy Europejskich. Weźmy choćby II oś priorytetową w RPOWZ, w ramach której ogłoszone są konkursy dotyczące zastępowania konwencjonalnych źródeł energii odnawialnymi (działanie 2.9) czy modernizacji energetycznej budynków wielorodzinnych (2.7). Jak te działania pomogą w ochronie powietrza w regionie?

Cała II oś priorytetowa Programu Regionalnego ma jeden cel. Chodzi o obniżenie emisji CO₂ oraz innych zanieczyszczeń przedostających się do atmosfery. Przejście na gospodarkę niskoemisyjną można zapewnić nie tylko poprzez wymianę źródeł ciepła na bardziej ekologiczne, ale w ogóle poprzez modernizację budynków. Właśnie takie działanie prowadzi do zmniejszenia zużycia energii. To się opłaci, bo efektem jest czystsze powietrze i korzyści ekonomiczne – oszczędności w postaci mniejszych rachunków. Regionalny Program Operacyjny jest instrumentem doskonale wspierającym modernizację energetyczną obiektów użyteczności publicznej i tych wielorodzinnych.

Pieniędzy nie wystarczy jednak na zaspokojenie wszystkich potrzeb.

Tak – a ponadto nie rozwiąże to problemu smogu, do którego powstawania w okresie jesienno-zimowym w bardzo dużym stopniu przyczyniają się źródła ogrzewania w domach jednorodzinnych. To one odpowiadają za 55% emisji zanieczyszczeń do atmosfery. Konieczna jest wymiana źródeł spalania w indywidualnym budownictwie, w którym w większości funkcjonują jeszcze starego typu kotły na węgiel. Szkoda, że nie doszło do realizacji krajowego programu RYŚ. Miał on wspierać wymianę źródeł ciepła w domach jednorodzinnych. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej nie finansuje już programu KAWKA, który systematycznie przyczyniał się do ograniczenia emisji pyłów czy benzo(a)pirenu przez źródła ogrzewania w budynkach wielorodzinnych. Nie ma też kontynuacji programu PROSUMENT. To jest bardzo niepokojące. Takie programy finansowane ze środków krajowych są niezbędne w walce ze smogiem.

Problem smogu jest bardziej nagłaśniany dzięki temu, że mamy więcej punktów pomiarowych. Jakość powietrza możemy też sprawdzić w smartfonie. Może dlatego rząd jednak przygotowuje nowy program antysmogowy.

Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska udostępnia takie wyniki online w strefie szczecińskiej i koszalińskiej. To opomiarowanie będzie coraz dokładniejsze. Mieszkańcy dowiadują się, jakim powietrzem oddychają – to są argumenty pozwalające na wywieranie presji na decydentach. Nie możemy ustawać w staraniach o poprawę jakości powietrza. Wyeliminowanie każdego źródła zanieczyszczeń jest sukcesem. Jeżeli będziemy to robić w sposób ciągły, za jakiś czas odczujemy, że oddychamy lepszym powietrzem. Trzeba usiąść przy stole i razem wymyślić rozsądne ramy wsparcia.

W Programie Regionalnym bardzo popularne jest działanie 2.10 Zwiększenie wykorzystania odnawialnych źródeł energii. W ostatnich naborach dominują inwestycje w fotowoltaikę. Nie ma inwestujących w farmy wiatrowe. Jaki wpływ na tę sytuację ma ustawa o OZE i jej ubiegłoroczna nowelizacja?

Długo czekaliśmy na tę ustawę. Poprzedni rząd był krytykowany, że ciągle jej nie uchwala. To trudna ustawa, która musiała pogodzić wiele interesów społecznych i gospodarczych, ale dała zielone światło do rozwoju energetyki odnawialnej. Wzmacniała prosumenta. Do 2016 r. w naszym województwie bardzo szybko rozwijała się energetyka wiatrowa, zwłaszcza w dwóch powiatach nadmorskich: sławieńskim i kołobrzeskim. Tam warunki klimatyczne temu sprzyjają. Doprowadziło to do dużego przyrostu udziału energii z wiatru w ogólnym bilansie. Pod tym względem staliśmy się liderem w kraju. Dzisiaj w naszym województwie 60% zielonej energii pozyskujemy z wiatru, a średnia krajowa to tylko 13%.

Niektórzy mówią, że ta energia jest produkowana tylko wtedy, gdy wieje wiatr. Dobre uzupełnienie dla energii wiatrowej, produkowanej tylko wtedy, gdy wieje wiatr, mogą stanowić inne źródła, np. elektrociepłownie na biogaz czy biomasę. Warto wskazać korzyści środowiskowe – turbina wiatrowa o mocy 2 MW zmniejsza w ciągu roku o 4,5 tys. ton emisję CO₂, która powstałaby przy produkcji energii w konwencjonalnej elektrowni.

Jednakże ostatnie zmiany w ustawie o OZE praktycznie blokują rozwój farm wiatrowych. Priorytetem staje się energetyka tradycyjna z wykorzystaniem węgla brunatnego i kamiennego. Dzisiaj nie ma chętnych do inwestowania w energetykę wiatrową. Biznesowo to się nie spina. A mamy wielu chętnych przedsiębiorców, którzy są przygotowani, bo mają wydane decyzje o warunkach zabudowy i przyłączenia do sieci dla mocy ponad 4 tys. MW. Ale nie ruszają z inwestycjami, bo to się przestało opłacać. Firmy energetyczne nie są zainteresowane tworzeniem głównych punktów zasilających, do których można by przyłączać parki wiatrowe. Zmiana prawa wprowadziła wiele ograniczeń dotyczących lokalizacji masztów, co jeszcze bardziej zmniejszyło możliwości realizacji nowych inwestycji.

Rząd przekonuje, że lepiej inwestować w tradycyjne elektrownie o większej sprawności.

Powinniśmy dywersyfikować produkcję energii. Teraz dążymy do 20-procentowego udziału energii z OZE w ogólnym bilansie [Polska ma osiągnąć ten cel do 2030 r., w 2020 r. udział OZE ma osiągnąć 15% – przyp. red.]. Ale dlaczego nie osiągnąć wskaźnika 30% czy 40%? To bardzo ambitny plan, ale realny.

Warto przy tym rozwijać energetykę jądrową. Generatory trzeciej generacji zapewniają czystą technologię produkcji energii, praktycznie bez odpadu. Jako produkt uboczny mamy tylko parę wodną. A mówię to w kontekście proponowanego umiejscowienia elektrowni atomowej w Gąskach. Powinniśmy mieć w Polsce dwa takie obiekty o mocy 3,7 tys. MW. To zapewniłoby nam prawie 20% zapotrzebowania na energię.

W Polsce mamy ponad 41 tys. MW zainstalowanej mocy i to na razie pozwala zaspokoić nasze zapotrzebowanie. W perspektywie wzrostu gospodarczego będzie się ono jednak zwiększać, więc nieuniknione jest budowanie tych nowych, wydajniejszych bloków konwencjonalnych i modernizacja starych. Ale równolegle należy także rozwijać energetykę odnawialną czy jądrową. Jestem za miksem energetycznym, w którym obecna jest także energetyka konwencjonalna, ale na poziomie 30-40%. Chociaż uważam, że węgiel jest tak doskonałym surowcem, że w przyszłości będzie jeszcze z niego – nie jako materiału do spalania – pożytek.

Według prawa od 2018 r. nowe budynki publiczne muszą być zeroemisyjne. Jaka jest przyszłość zielonego budownictwa?

Po 2020 r. najostrzejsze normy dotyczące energooszczędności mają dotyczyć wszystkich nowo powstających budynków. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/31/UE z 2010 r. w sprawie charakterystyki energetycznej budynków mówi jasno, co musimy zrobić. To jest bardzo dobry kierunek. Dzisiaj wiemy, że to się opłaci. Domy trzeba projektować tak, żeby miały możliwie niewielkie koszty eksploatacji energetycznej oraz zużycia wody, a przy tym jak najmniejsze oddziaływanie na środowisko naturalne. Wzorem i inspiracją może być tu sektor publiczny. Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego zgodnie z tymi wytycznymi będzie realizował swoją inwestycję związaną z konsolidacją siedzib Urzędu Marszałkowskiego. Projektowany jest budynek w systemie pasywnym. Będzie on także obiektem demonstracyjnym, w którym pokażemy, jakie rozwiązania zostały zastosowane.

Ochrona środowiska i zapobieganie zagrożeniom wynikającym ze zmian klimatu to III oś priorytetowa RPOWZ. Jak powinniśmy się przygotować na niespodziewane zmiany pogody?

Dzisiaj musimy się dostosować do zmieniającego się klimatu. A co myśmy zrobili? Przez ostatnie lata zabetonowaliśmy w miastach ulice i place. W czasie ulewnych deszczy kolektory nie nadążają z odbiorem wody. Próbujemy ją jak najdalej i jak najszybciej odprowadzić z aglomeracji. To błąd! Do tego doszły nieprawidłowe melioracje. W latach lat 70. i 80. ubiegłego wieku starano się osuszyć wszystkie oczka śródpolne, żeby zwiększyć powierzchnię upraw. To spowodowało, że dzisiaj Polska stała się krajem, który pod względem zasobów wodnych jest porównywany do Egiptu.

Potrzebne są działania z zakresu małej retencji, które przedłużą odpływ wody. Spiętrzenia na ciekach wodnych czy jakiekolwiek zbiorniki w lasach, na łąkach albo w miejskich parkach pozwalają zatrzymać wodę. Dzięki temu można odbudować zasoby wód podziemnych, zmienić mikroklimat. Nie powinniśmy bezmyślnie tracić całej wody, starając się ją szybko odprowadzić do rzek i morza [zob. artykuł „Zatrzymać odpływ”, biuletyn „RPO” 2017/1 – przyp. red.].

Dziś zmienia się podejście w działaniach melioracyjnych: już nie dążymy do czyszczenia i prostowania koryt cieków wodnych. Kłoda leżąca na dnie rzeczki przy większych stanach wody nie będzie powodować zastoin. Natomiast w czasie niedoborów będzie sama retencjonować i powstrzymywać odpływ. Ciek nie będzie całkiem suchy. Podczas działań melioracyjnych czasem jeden brzeg rzeczki oczyszczamy, a drugi zostawiamy zarośnięty, żeby dać schronienie stworzeniom żyjącym w wodzie. To się nie podoba osobom niezorientowanym. Słyszymy: „Jak oni to zrobili, że jedną stronę rowu pozostawili nieoczyszczoną? Ktoś tego nie dopilnował!”. A to było zaplanowane działanie. Na strumieniach celowo robi się meandry, które spowalniają spływ wody.

Zarząd melioracji, który w imieniu województwa korzysta z działania 3.1 Ochrona zasobów wodnych, złożył w ostatnim naborze dwa projekty. To muszą być przedsięwzięcia przemyślane i fachowo uargumentowane. Podczas budowy i konserwacji urządzeń melioracyjnych trzeba często pogodzić interes rolnika, który chce uzyskiwać plony, i ekologa, który mówi: zatrzymajmy więcej wody.

 

Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie w ramach działania 3.1 Ochrona zasobów wodnych złożył w ostatnim naborze dwa wnioski na realizację projektów:

1. Zwiększenie retencji jeziorowej i korytowej w województwie zachodniopomorskim – Etap I

  • Wartość ogółem: 7 790 410 zł
  • Wartość wnioskowanego dofinansowania: 6 621 848,5 zł

2. Zwiększenie retencji jeziorowej i korytowej w województwie zachodniopomorskim – Etap II

  • Wartość ogółem: 16 003 826,59 zł
  • Wartość wnioskowanego dofinansowania:  13 603 252,57 zł

 

A jak się ma do tego Prawo wodne?

Ustawa Prawo wodne, o której ostatnio dużo się mówi, wprowadza dodatkową odpłatność nie tylko za korzystanie z wody, ale też za tzw. utraconą wodę. Dzisiaj to może rodzić bunt, bo do tej pory nie płaciliśmy, szczególnie od tych powierzchni, które utraciły retencję naturalną. Każdy powinien być świadomy, że tam, gdzie grunty zostały wybetonowane – np. parkingi, place wykorzystywane do celów przemysłowych – nie ma możliwości retencji. Problem nie znika z chwilą odprowadzenia wody poza teren danej posesji. Woda nie zna granic działek ani administracyjnych. Każdy musi mieć świadomość, że jeśli sam nie zagospodaruje wody, stworzy problem komuś innemu. I musi za to zapłacić. Z tego względu odpłatność za utraconą retencję jest słuszna.

Z reguły bardziej szanujemy to, za co płacimy. Chodzi jednak o to, żeby te opłaty nie szły na administrację, nowe Państwowe Gospodarstwa Wodne „Wody Polskie”, tylko na poprawę naszego bezpieczeństwa i zasobów wodnych.

Prawo wodne zmusza także samorządy do działań związanych z zagospodarowaniem wody?

Tak, bo również gminy od swoich komunalnych powierzchni, gdzie ta retencja została utracona, czy od wód deszczowych będą musiały odprowadzać opłaty. Dlatego może chętniej będą budować zbiorniki retencyjne, gdyż całkowicie zmienia się charakter tej opłaty. Jest to mechanizm, który powinien dawać pożądane efekty.

Nawet budując drogę dojazdową, powinniśmy się dwa razy zastanowić, czy to ma być nawierzchnia asfaltowa, betonowa czy z płyt ażurowych. Może niekoniecznie kostka brukowa, tylko np. nawierzchnia szutrowa? Lepsze jest każde rozwiązanie, które powoduje naturalną retencję. Takie regulacje także powinny być obecne w Prawie wodnym.

Regiony musiały przyjąć wojewódzkie plany gospodarki odpadami. W jakim kierunku zmierzamy w tym obszarze?

Zaktualizowany plan został przekazany do Komisji Europejskiej i podlega obecnie weryfikacji pod kątem spełniania wymogów związanych z planowanymi do realizacji inwestycjami w gospodarkę odpadami z udziałem Funduszy Europejskich. Podoba mi się podejście, że jednorazowe opakowania muszą kosztować, bo stwarzają zagrożenie dla środowiska. Należę do pokolenia, dla którego nie istniał ten problem: kto chciał kupić mleko, szedł ze swoją kanką do sklepu. Nikt nie mówił o kartonach, nie było żadnych opakowań. Nawet jak potem wprowadzono butelki, to były one wielokrotnego użytku. I nie przyrastało nam hałd  śmieci wokół miast. Nie wytwarzało się tylu odpadów w gospodarstwach domowych.

Dzisiaj każdy produkt ma piękne opakowanie, które potem sprawia tylko problem, i to wielki. Należy doprowadzić do sytuacji, w której opakowania zawsze będzie można poddać recyklingowi. Właściwym kierunkiem jest ograniczanie ilości składowanych śmieci. Stąd plany gospodarki odpadami, regionalne instalacje do przetwarzania odpadów, kompostownie. Jeśli chcemy się cieszyć naturalnym środowiskiem, powinniśmy składować jak najmniej odpadów. Ponadto, dla tej części odpadów nienadających się do recyklingu w Szczecinie powstaje spalarnia, która będzie w stanie zamienić na czystą energię paliwo alternatywne trafiające z Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych.

Komisja Europejska pracuje nad pakietem związanym z wprowadzeniem gospodarki w obiegu zamkniętym. Dziś mamy do czynienia z problemem zaplanowanej długości eksploatacji urządzeń. Producenci powinni projektować produkty tak, by można je było jak najdłużej użytkować.

Odkąd gminy stały się właścicielami odpadów, muszą organizować zbiórkę wielogabarytowego sprzętu. Dzięki temu lasy nie będą tak zaśmiecone jak niegdyś. Do niedawna zużyty sprzęt AGD nagminnie wywożono do lasów. Obawiam się, że będzie duży opór producentów przed przedłużaniem trwałości produktów. Można to regulować prawem i opłatami zgodnie z zasadą – kto wprowadza nowe produkty do środowiska, ponosi koszty, a kto odzyskuje, otrzymuje nagrodę. Taki system kija i marchewki.

Rozmawiał Jerzy Gontarz